Upadek Porty Holding jak afera Orlenu

kw. 11, 2017 | Różne

1upadek

„Odbiliśmy Orlen, teraz odbijemy stocznie” – miał powiedzieć wiceminister skarbu w rządzie Leszka Millera. Słowa te przypomniał w poniedziałek (10 kwietnia) w szczecińskim Sądzie Okręgowym dziennikarz Michał Matys, autor reportażu pt. „Jak doprowadzono do upadku Stocznię Szczecińską?”. Jego zdaniem, mechanizm był podobny jak w przypadku stoczni trójmiejskich czy afery Orlenu.

Matysa przesłuchano w charakterze świadka w procesie o odszkodowanie za utraconą wartość akcji Stoczni Szczecińskiej Porta Holding. Jest m.in. autorem reportażu na temat upadku stoczni, wyemitowanego w sierpniu 2008 r. w TVP, w programie „Misja Specjalna”.

Przypomnijmy, że zadośćuczynienia od Skarbu Państwa za utracone korzyści domaga się ok. 2200 akcjonariuszy holdingu. Chcą wypłaty ponad 21 zł za akcję, bo taka była jej wartość księgowa w 2002 r., tuż przed upadłością SSPH. Łącznie roszczenia mogą wynieść co najmniej kilkadziesiąt mln zł. To największy w Polsce pozew zbiorowy.

– Stocznie pod koniec lat 90. były prywatne, świetnie prosperujące – mówił M. Matys, który tematyką przemysłu stoczniowego zajmuje się od wielu lat. – Około roku 2000 zaczął się kryzys branży na świecie. Stocznie potrzebowały kredytów na budowę statków, a w tej niepewnej sytuacji banki chciały gwarancji. Rząd ich nie udzielił.

Pytany o przyczyny upadłości SSPH, odpowiedział, że jego zdaniem, zaważyły dwie okoliczności: panujące w latach 90. przekonanie, iż wszystko załatwi niewidzialna ręka rynku oraz uwarunkowania polityczne.

– Przy takim dużym przedsiębiorstwie jest mnóstwo interesów i łakomych kąsków, jak np. miejsca w radach nadzorczych – ocenił. – Rząd Leszka Millera miał silne przekonanie, że jak się znacjonalizuje, to będzie lepiej.

W poniedziałek rozpoczęło się też przesłuchanie powoda – Krzysztofa Piotrowskiego, byłego prezesa SSPH, a obecnie reprezentanta grupy w pozwie zbiorowym. Mówił o sytuacji stoczni do 2001 roku.

 

Źródło: 24kurier.pl