Pierwsze kroki na rynku morskim

mar 24, 2015 | Polskie nowości

1mv mazowszeSektor morski jest obszarem działalności gospodarczej wymagającym od przedsiębiorcy szczególnie dokładnej wiedzy na temat jednej, konkretnej branży rynku, nim przystąpi on do procesu inwestycyjnego. Przedstawiciele małych przedsiębiorstw oraz rozwijających się projektów spedycyjnych przedstawią specyfikę swoich gałęzi gospodarki morskiej z punktu widzenia podmiotów rozpoczynających działalność gospodarczą.

Na samą branżę morską składa się kilkadziesiąt sektorów rynku. W przypadku sektora stoczniowego, nowe podmioty muszą operować na niezmiernie nasyconym rynku. Tradycyjne jednostki, konstrukcyjnie nieskomplikowane buduje się w Azji Południowo– Wschodniej, zwłaszcza w takich krajach, jak Chiny i Korea. Jedyny zarejestrowany w Polsce armator, firma państwowa PŻM właśnie w Chinach każdego roku zamawia kilka jednostek do przewozu suchych ładunków masowych. Nowe przedsiębiorstwo stoczniowe musi więc skupić się na wyszukaniu odpowiedniej niszy rynkowej. Wyjściem jest produkcja bardzo wyspecjalizowanych jednostek. Startujące przedsiębiorstwa  potrzebują nie tylko specjalistów z zakresu okrętownictwa, kształconych w Polsce przez Wydział Okrętownictwa PG, ale również znakomitych marketingowców, którzy po nabyciu pewnej praktyki poznają rynek. Dobrym przykładem firmy, która poszła drogą realizacji wyspecjalizowanych statków jest Shipbuilding Remontowa Holding, a powstała na bazie Gdańskiej Stoczni Remontowej, sprywatyzowanej przez polski kapitał w 2001r. Statki budowane przez Remontową Shipbuilding są w najwyższym stopniu nasycone najnowocześniejszymi rozwiązaniami technologicznymi.

Oczywiście branża morska to nie tylko specjalistyczne statki morskie. Na przestrzeni ostatnich lat powstało w kraju wiele przedsiębiorstw wyspecjalizowanych np. w budowie katamaranów jachtowych, (stocznia Sunreef). Takiego produktu nie zaoferują jednak małe przedsiębiorstwa dopiero wchodzące do gry. O realizację podobnych koncepcji mogą się pokusić przedsiębiorcy obecni na rynku jachtowym od 5– 6 lat i dysponujący kapitałem startowym.  Każdy przedsiębiorca w branży morskiej musi być jednocześnie fachowcem w bardzo wąskiej dziedzinie należącej do branży morskiej. Po spełnieniu tego warunku oraz po zdobyciu funduszy przedsiębiorca musi zadać sobie jeszcze pytanie, czy zdoła zgromadzić zespół odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Truizmem jest zdanie, że firma potrzebuje tym większego kapitału, im bardziej jest zaangażowana w działalność produkcyjną.1ajacht

Polskie firmy jachtowe mają ogromne doświadczenie, są doceniane na świecie, można im zaufać. Bez tej szerokiej wiedzy i znajomości właściwości materiałów, nie udałoby się tworzyć bezpiecznych jednostek. Początek produkcji, choć nie są to miliony, wymaga ogromnego wkładu pracy i pieniędzy, od form, badań, testów, zastrzegania wzorów i znaków, po ciągłe wyjazdy służbowe i materiały reklamowe.

– Teraz jest to finansowane z pieniędzy firmy, ale wcześniej był to nasz kapitał. Myślę, że w większości firmy mogłyby się pięknie rozwijać, mając wsparcie w sprzedaży, materiałach promocyjnych (w tym filmy, zdjęcia, które w wirtualnym świecie liczą się ogromnie). Problemem są także innowacyjne pomysły, które bez rejestracji wzorów, patentów (które są bardzo drogie), są wchłaniane albo zwyczajnie kradzione przez duże i większe firmy. Dlatego wiele ludzi zniechęca się do własnego biznesu i nie wierzy w swoje możliwości – mówi Joanna Krawczyk, szefowa promocji przedsiębiorstwa produkującego Solemarana Siestę, niewielki katamaran rekreacyjny napędzany silnikiem elektrycznym.

W okresie transformacji gospodarczej w dziedzinach usługowych, przedsiębiorcy pracujący w państwowych przedsiębiorstwach frachtowych, spedycyjnych (Hartwig) lub agencjach morskich, nim rozpoczęli działalność usługową na własną rękę poznawali możliwości w swoich segmentach rynku morskiego przez 10-20 lat. Na początku lat 90. przedsiębiorcy dysponowali niewielkim kapitałem startowym, stąd też  zaczynali od działalności usługowej, wymagającej niewielkiego wkładu własnego, jak np. klarowanie statków, frachtowanie jednostek. Niewielkie firmy usługowe zatrudniały ok. 5 pracowników.

Forma, którą przyjęli właściciele serwisu jest inna niż przyjęta przez większość firm spedycyjnych. Strona internetowa prowadzona przez Krzysztofa Kuklę i Jacka Maja umożliwia dokonanie wyceny zlecenia transportu w ciągu 60 sekund oraz zdobycie informacji o dostępności statków realizujących przesyłki drobnicowe czy kontenerowe.  Serwis ułatwia wysłanie tzw. drobnicy morskiej. Idea polega na konsolidowaniu towarów w kontenerze w określonym kierunku. Wystarczy na stronie głównej serwisu wskazać kraj i port dostawy, wybrać rodzaj opakowania, podać wagę i wymiary. Możliwość wyceny ładunku nie jest ograniczona wyłącznie do kontaktu mailowego lub telefonicznego. Zlecenia są przyjmowane 24 godziny na dobę. Firmy spedycyjne są przez wielu klientów postrzegane jako korporacje. Inicjatywa Krzysztofa Kukli i Jacka Maja poprzez zmianę wizerunkową stawia sobie za cel przeciągnięcie klientów stawiających pierwsze kroki na rynku transportowym. Większość spółek spedycyjnych zakłada, że klient zna specyfikę rynku spedycyjnego, przeprowadza operacje transportowe po raz kolejny w historii swojej działalności gospodarczej.  Krakowscy spedytorzy dostarczają klientom komplet danych. Prócz standardowych informacji o kosztach przesyłki klient jest na bieżąco informowany o szczegółach inspekcji sanitarnej oraz konieczności zdobycia certyfikatów w zależności od rodzaju przewożonego towaru.

– Spedycja morska należy do se1dctprzeladunekktorów gospodarki morskiej wymagających od przedsiębiorcy szczególnego doświadczenia. Prawo przewozowe jest niezwykle zawiłe, transport każdego typu łączy się z określonym ryzykiem, koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa towaru w łańcuchu dostaw. Nieumiejętność ich identyfikacji może zniweczyć plany startupu. By realizować kontrakty z armatorami, podmiot gospodarczy musi wykazać się płynnością finansową potrzebną do dokonywania przedpłat. Po zebraniu niemałego kapitału, początkujący przedsiębiorca powinien nawiązać kontakt ze wspólnikiem, który  od co najmniej kilku lat  zdobywał  doświadczenie na rynku spedycyjnym. To jedyna droga, by w niedługim czasie przedsiębiorca spedycyjny nie stracił na realizacji transportu obłożonego roszczeniami wynoszącymi dziesiątki tysięcy złotych – Ocenia Krzysztof Kukla, współwłaściciel serwisu.

– Wejście na rynek firm spedycyjnych jest bardzo łatwe, wystarczy założyć działalność gospodarczą. Podmiot nie musi legitymować się dodatkowymi certyfikatami, działalność spedytora nie wymaga dodatkowych pozwoleń. Liczy się jedynie doświadczenie i pieniądze potrzebne w pierwszym okresie na wykonywanie przedpłat na rzecz armatorów. W tej sytuacji na rynku nie brakuje przedsiębiorców przekonanych, że właśnie branża spedycji morskiej umożliwi im stosunkowo szybko i łatwo zarobić pieniądze. Oznacza to, że w branży panuje olbrzymia konkurencja, co z punktu widzenia przedsiębiorców musi prowadzić do zmniejszenia marż. Dla Startupu wskazane jest więc obranie wąskiej specjalizacji, gdyż szansa wejścia nowej firmy na rynek spedycji morskich jest niewielka. Nie dostrzegamy trendów, które mogłyby spowodować nagłą zmianę takiego stanu rzeczy. Rynek jest stabilny– dodaje Jan Maj.

Mechanizmem pomocy dla startujących przedsiębiorców tak jak i w innych branżach mogą być regionalne fundusze pożyczkowe oraz fundusze europejskie, takie, jak fundusz pożyczkowy Jeremie. W przypadku niektórych przedsięwzięć gospodarczych i po przedstawieniu przekonującego pożyczkodawcę biznesplanu termin spłaty pożyczki może wynosić aż 20 lat. Nawet przedsiębiorca nie mający historii kredytowej, któremu nie przysługuje pożyczka bankowa może skorzystać z finansowego wsparcia funduszy unijnych.

Koszty prowadzenia działalności gospodarczej, np. produkcji wyposażenia okrętowego  w krajach Europy Zachodniej są wyższe niż w Polsce. Rodzime firmy wciąż jeszcze mogą korzystać na niższych kosztach pracy.

– Potencjał w produkcji jachtów, jaki mamy w Polsce (która jest drugim po USA producentem jachtów), jest niewykorzystany z punktu widzenia PR. Polskie firmy sprzedają pod obcymi markami, 90% produkcji idzie na eksport, ale jest niewiele firm o mocnych markach (które najpewniej wypracowały je sobie same). Rząd powinien wspierać młodych producentów, których jest wielu, z nowymi pomysłami, które tylko dzięki własnej determinacji coś osiągają. Nie wiem, jak jest z dofinansowaniem na uczelniach morskich (jesteśmy oboje projektantami – ja i Daniel Bednarski), ale widzę, że Polska ma o wiele za mało silnych brandów. To, co my robimy, to podkreślamy wszędzie polskość solemaranu i mimo, że pomysł mógł zostać sprzedany Niemcom, (chcieli produkować solemarany pod ich marką) – nie zgodziliśmy się. Widzimy, że jest to dobry pomysł, którym interesują się ludzie z wielu stron świata (oprócz Europy także z Egiptu, Gwadelupy, USA) i chcemy produkować go w Polsce i zrobić go polskim, ciekawym produktem eksportowym. Mamy takie przekonanie, ale gdyby rząd włączał się w pomoc dla takich ludzi, którzy muszą bardzo dużo ryzykować, byłoby nam o wiele łatwiej, a polskie firmy nie myślałyby o rejestrowaniu swojej działalności za granicą. Rozruch firmy takiej jak nasza, wymaga więcej, niż dwóch lat preferencyjnego ZUSu. Oprócz pieniędzy na wszystko, potrzebne jest przekonanie rządu o potencjale polskiej gospodarki, na której można  wiele zarobić, doceniając produkty w naszej branży i wpierając je, także wizerunkowo – dodaje Joanna Kra1stoczniowcy 5wczyk.

W branży stoczniowej i morskiej czynnik czasu ma znaczenie kluczowe. Dotychczas obowiązujące przepisy prawa niejednokrotnie doprowadzały do tego, że przedsięwzięcia gospodarcze były blokowane poprzez np. oczekiwanie na decyzję nadającą NIP spółce. Dotychczas obowiązujące przepisy dotyczące rejestracji spółek, były bardzo uciążliwe i czasochłonne. Często prowadziło to do zablokowania wielu przedsięwzięć gospodarczych m.in. w branży morskiej i stoczniowej. 1 grudnia 2014 roku weszła w życie ustawa z dnia 26 czerwca 2014r. o zmianie ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym oraz zmianie niektórych innych ustaw (Dz. U. z 2014. Poz. 1161). Dotychczas obowiązująca zasada „jednego okienka” nie przyspieszyła procesu rejestracji spółek, a wręcz wydłużyła  całą procedurę rejestracyjną. Ustalenie obligatoryjnego modelu funkcjonowania (narzuconego odgórnie) spowodowało jedynie kumulację i powielanie szeregu tych samych informacji pomiędzy organami administracji publicznej, pomimo że dokumenty (formularze) były składane przez przedsiębiorcę w jednym miejscu. Pomimo szybkiej i sprawnej rejestracji w Krajowym Rejestrze Sądowym, spółki niekiedy tygodniami oczekiwały na nadanie identyfikatora podatkowego NIP oraz numeru indentyfikacyjnego REGON. Taki stan rzeczy w praktyce wiązał się ze znacznym opóźnieniem podejmowania działalności gospodarczej. Niejednokrotnie przedsiębiorcy, nie znający praktyki sądów gospodarczych (rejestrowych) bez pomocy pełnomocnika profesjonalnego popełniali błędy w wypełnianiu wniosków lub nie załączali odpowiednich załączników. Obecnie, wniosek składany przez przedsiębiorcę o rejestrację nowego podmiotu (spółki) w rejestrze przedsiębiorców w Krajowym Rejestrze Sądowym, będzie również wnioskiem spółki o nadanie odpowiednich numerów Identyfikacji Podatkowej (NIP) oraz numeru identyfikacyjnego (REGON). Wraz z postanowieniem Sądu o wpisie do Krajowego Rejestru Sądowego, spółka otrzyma zaświadczenie o nadaniu NIP oraz REGON.

M.O.

1amorza i oceany PNG logo big