Muzeum Morskie w Szczecinie – niechciane dzieło, tylko polityków czy naszej społeczności?

gru 19, 2025 | Felietony

Kilka dni temu (niestety dopiero) przeczytałem bardzo ciekawy artykuł Wojciecha Sobeckiego zamieszczony w majowym Obserwatorze Morskim o znaczącym tytule – „Dlaczego w Szczecinie nie ma muzeum morskiego?” W tym samym wydaniu Obserwatora w artykule o Edwardzie Wiaterze (jeden w wielkich szczecińskiej gospodarki morskiej, w tym szczególnie PŻM) wspomniano o jednej z jego idei dotyczącej zatrzymania w Szczecinie, jako obiektu muzealnego, statku Sołdek po zakończeniu jego eksploatacji. Gdzie dzisiaj stoi statek-muzeum Sołdek to każdy wie – w Gdańsku na Motławie.

Artykuł Wojtka Sobeckiego kończą bardzo gorzkie słowa wieloletniego dyrektora Muzeum Narodowego w Szczecinie. „Obawiam się że muzeum morskiego z prawdziwego zdarzenia w Szczecinie się nie doczekamy. Mamy Morskie Centrum Nauki i zdaniem wielu decydentów to zamykał sprawę ekspozycji morskiej, a przecież muzeum morskie i Morskie Centrum Nauki mogłyby doskonale współpracować i uzupełniać ofertę dla zwiedzających. Po wielu latach starań odnoszę wrażenie że muzeum morskiego ani zresztą żadnego nowoczesnego muzeum politycy w Szczecinie zwyczajnie nie chcą – mówi Lech Karwowski. – Teatry to co innego. Aktor i polityk to pokrewieństwo zawodu. No i teatr to w zasadzie sztuka polityczna…  – kończy Lech Karwowski”.

Słowa pełne goryczy, padające z ust człowieka, któremu zawdzięczamy wiele jeśli chodzi o szczecińskie muzealnictwo. Człowieka, który przecież przez wiele lat starał się o rozbudowę morskiej sekcji Muzeum Narodowego aż po utworzenie Muzeum Morskiego. Niestety mur kiedyś w tej sprawie zbudowano i do dzisiaj trzyma się mocno. I tylko serce boli kiedy wielokrotnie przechodząc ulicą Jarowita do budynków Politechniki Morskiej na Wałach Chrobrego (tak – budynków bo te historyczne są dwa połączone w całość) widziałem niszczejące szalupy, kutry i maszyny okrętowe stojące na zapleczu Muzeum i Teatru Współczesnego.

Niszczejące bo niechciane przez polityków z naszego szczecińskiego podwórka. Bo ja mam takie samo odczucie co Lech Karwowski. Politycy nie chcą Muzeum Morskiego w Szczecinie. Kilkadziesiąt ostatnich lat pokazało, że zawsze znajdzie się jakiś pretekst aby pieniądze, nawet jak można było przeznaczyć na Muzeum Morskie, i tak wyda się na co innego.

Rodzi się w tej sytuacji pytania dlaczego mur oddzielający nas od Muzeum Morskiego ma się dobrze i nic nie wskazuje na to aby szczecińskie środowisko polityków chciał go zburzyć a my jako społeczność morska w swojej masie nie specjalnie ich do tego zachęcamy? Mam swoje zdanie w tej sprawie i stąd ten felieton w taki szczególny czas końca grudnia. Czasie przemyśleń i refleksji.

Muzeum Morskie w Szczecinie nie powstało bo nasi politycy, tak jak Ci komunistyczni powojenni, robią wszystko aby historię miasta sprowadzić do wymiaru po 1945 roku. Nazwa Wały Chrobrego to przecież komunistyczna narracja o odzyskaniu Ziem Zachodnich ze Szczecinem i Wrocławiem. Uważam oczywiście, że nikt nie ma prawa zmienić tej nazwy bo stał się „nasza” ale przecież musimy zdawać sobie sprawę dlaczego taką nadano przedwojennym Tarasom Hakena zbudowanym za czasów tegoż burmistrza Szczecina.

Nazwy Wały Chrobrego, plac Grunwaldzki miały przykryć fakty historyczne, że mieszkamy w cudownym mieście ale ukształtowanym przestrzennie i architektonicznie na początku XX w. kiedy po rozkwicie stało się ono jednym z największych miast i ważnym ośrodkiem gospodarczym Niemiec. Przecież dzisiaj wielu z nas z dumą opowiada o urokach Szczecina znajomym, którzy jeszcze do niego nie dotarli. O układzie gwiaździstym, o unikalnej secesji, o parkach w centrum i puszczach będących częścią Szczecina. O tym, że dzięki układowi przestrzennemu miasta nasze korki to pikuś w porównaniu z innym dużymi miastami w Polsce. A przecież zawdzięczamy to tym co Szczecin na nowo zbudowali w końcówce XIX i początku XX w.

O mieszkańcach Szczecina, takich jak my dzisiaj, tylko tworzących to miasto wcześniej, w innych realiach państwowych i politycznych. Ale przecież szczecinianie początku XX w. byli kolejnymi z setek pokoleń kilkusetletniej historii Szczecina. Historii będącą częścią historii Szwecji, Danii, Francji, Brandenburgii ale przede wszystkim historią niezawisłego Księstwa Pomorskiego (nazwa Zachodniopomorskie też się czasem pojawia) ze stolicą w Szczecinie,  rządzonego przez dynastię słowiańskich Gryfitów ca 500 lat.

A o tym jakoś tak zapominamy, patrząc niestety na historię naszego miasta i naszej małej ojczyzny przez pryzmat Niemiec a nie przez pryzmat pokoleń szczecinian różnych nacji i narodowości. I dlatego politycy nie chcą Muzeum Morskiego bo musiały by w nim znaleźć się osiągnięcia przedwojennej stoczni Wulkan (paradoks polityków – odcinają nas od historii miasta ale przedwojenna nazwa stoczni nikomu nie przeszkadza) czy portu w Szczecinie ze wspaniałymi przedwojennymi budowlami (np. Elewator Ewa, budynek Zarządu Portu, magazyn 7, warsztaty na Łasztowni) do dzisiaj używanymi i spełniającymi współczesne standardy eksploatacji majątku portowego.

Muzeum Morskie musiało by pokazać historyczny rozwój gospodarki morskiej, sięgając setki lat wstecz bo nie było by Szczecina bez jego morskich korzeni. Bez dorobku Gryfitów, Szwedów, Brandenburczyków i Niemców co gorsza. A nawet o tych morskich korzeniach nasi lokalni politycy niechętnie mówią często umniejszając kluczowe znaczenie morza dla rozwoju Szczecina.

Stąd Muzeum Morskie jest za murem.  Tak jak Sedina i niejeden historyczny symbol miasta świadczący o jego wielkości. Tylko, że wszystkie te symbole to historia sprzed 1945 roku. A to dla rodzimych decydentów niechciany świat po drugiej stronie muru. Świat, którego nie chcą pokazać nam, Polsce i Europie. A Sedina i Muzeum Morskie by to wymusiło.

Andrzej Montwiłł