Katastrofa statku Cemfjord. Znaleziono tratwę ratunkową

sty 5, 2015 | Polskie nowości

1cemfjordStatek nadal dryfuje zanurzony w wodach cieśniny między północnym cyplem Szkocji a archipelagiem Orkadów, ale nie natrafiono na ślad załogi – siedmiu Polaków i Filipińczyka.

Szkockie ratownictwo morskie odwołało do baz pięć swoich łodzi poszukujących rozbitków z załogi niemieckiego statku Cemfjord, który uległ wypadkowi w piątek lub sobotę.

Rzecznik morskiej służby ratunkowej Stewart Taylor powiedział szkockiej telewizji BBC: – Przeszukaliśmy, ile się dało. Cała nadzieja w helikopterze, który ma wielką przewagę, bo widzi obiekty i na lądzie, i na wodzie. Miejmy nadzieję, że jeszcze na coś trafią.

– Szanse na znalezienie ich żywych ciągle są, ale szybko maleją – tak mówi Polskiemu Radiu John Tyler, rzecznik Royal National Lifboat Institution, organizacji charytatywnej odgrywającej kluczową rolę w poszukiwaniu ośmiu marynarzy. Stwierdził, że nadzieje na przeżycie zwiększyłoby, gdyby załoga uchwyciła się tratwy ratunkowej.

Na South Ronaldsey, jednej z wysepek w cieśninie Pentland Firth, znaleziono podziurawiony ponton, ale nie wiadomo, czy z pokładu Cemfjordu. Tę i inne wyspy oraz wybrzeże stałego lądu przeczesują również ochotnicy z ratownictwa morskiego, jak dotąd bez skutku.

– To jest teren, gdzie mógł najłatwiej dotrzeć ponton albo rozbitek. To najbliższy ląd w pobliżu ostatniej znanej pozycji statku – powiedział koordynator tych poszukiwań, John Hope.

Nadal nie wiadomo, kiedy i gdzie wydarzył się wypadek, czy jeszcze w piątek, wkrótce po ostatnim kontakcie wzrokowym z Cemfjordem, czy później, w wyniku awarii zasilania lub sterowności. Statek mógł zostać uderzony przez wielką falę, która zniszczyła mostek kapitański lub przewróciła go do góry dnem. Inne statki mogły go mijać nawet przez dobę, nie wiedząc o niebezpieczeństwie, w jakim znalazła się załoga.

Poszukiwanie zaginionych

Według niepotwierdzonych jeszcze wiadomości, poszukiwani Polacy pochodzą ze Szczecina, Gdyni i Elbląga.

Częściowo zatopiony kadłub statku, z wystającą pionowo do góry częścią dziobową, zauważono z promu przepływającego przez cieśninę Pentland Firth – między głównym lądem Szkocji, a Wyspami Orkney. W pobliżu nie dostrzeżono tratw, ani szlup ratunkowych.

Tony Reding, brytyjski rzecznik armatora, powiedział Polskiemu Radiu, że statek nie nadał sygnału SOS. Armator nie udziela żadnych informacji o personaliach zaginionych członków załogi Cemfjordu, ale rzecznik oświadczył, że pozostaje w kontakcie z rodzinami marynarzy.

W momencie wypadku statek pod cypryjską banderą był w drodze z ładunkiem cementu z Aalborg w Danii do portu Runcorn w Cheshire.

Trudna akcja ratunkowa

Tuż po sygnale o zauważeniu statku, akcję poszukiwania załogi podjęły helikopter wojskowy i łodzie ratownicze z czterech portów na północy Szkocji. – Z tego co wiemy, meldunek dotyczył wraku znajdującego się 10 mil na wschód od Pentland Skerries. Chodziło o przewrócony do góry dnem kadłub. Ostatnia znana pozycja statku pochodzi z nasłuchu o 13:30 w piątek. A pogoda była wtedy bardzo zła. Co stało się potem – nie wiem. I prawdę mówiąc, pewnie nikt nie wie – powiedział BBC Bill Farquhar ze służby ratownictwa morskiego.

Dyżurny z komendy ratownictwa morskiego na Szetlandach, która koordynuje akcję ratunkową, poinformował wieczorem w sobotę Polskie Radio, że nie natrafiono dotąd na ślad rozbitków i po zapadnięciu ciemności akcję przerwano przy mocno wzburzonym morzu. W rejonie katastrofy pozostał holownik, który ostrzegał inne statki przed niebezpieczeństwem.

W niedzielę wznowiono poszukiwania. Według Susan Todd z Agencji Ratownictwa Morskiego i Ochrony Wybrzeża, „musimy obawiać się najgorszego”. – Będziemy jednak kontynuować poszukiwania tak długo, jak się da, z użyciem wszystkich środków, które mamy do dyspozycji – powiedziała Todd z telewizji ITV.

– Przez pewien czas będziemy szukać ludzi w wodzie oraz szalup ratunkowych znajdujących się na pokładzie w nadziei, że komuś udało się w nich schronić – dodała.

MSZ sprawdza informację

Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdza, że wśród załogi było siedmiu Polaków. Poinformował o tym na Twitterze rzecznik resortu Marcin Wojciechowski.

Co mogło się stać

To jedna z najtrudniejszych, jeśli nie najtrudniejsza cieśnina w Europie – mówi IAR kapitan żeglugi wielkiej Ryszard Ereciński o miejscu, gdzie doszło do katastrofy.  – Brzegi Pentland Firth to są wysokie, klifowe ściany, przejście jest z dużą liczbą podwodnych skał, wynurzających się w trakcie odpływu wyjaśnia kapitan. Ereciński dodaje, że niebezpieczne dla statków w cieśninie mogą być wysokie fale. Dochodzi tam do dużego spiętrzenia wody, jej ściana ma czasem kilka metrów i może zaskoczyć marynarzy – wyjaśnia.

Zdaniem ekspertów, przewrócenie statku, w połączeniu z faktem, że nie odnotowano wezwań o pomoc może świadczyć o tym, że jednostka przewróciła się i zaczęła tonąć tak nagle i szybko, że nie zdążono z jego pokładu wysłać sygnału S.O.S. Z uwagi na fakt, że akcję poszukiwawczo-ratowniczą rozpoczęto dopiero po natknięciu się na wrak, prawdopodobnie zawiodły także automatyczne systemy uruchamiające nadawanie takiego sygnału.

Liczący 83 metry długości „Cemfjord”, o wyporności 2301 t, zbudowano 30 lat temu jako uniwersalny statek do przewozu towarów. W 1998 r. przebudowano go i przystosowano do transportu cementu.

Jak poinformował brytyjski dziennik „The Independent” w swym wydaniu internetowym, „Cemfjord” ma już za sobą groźny wypadek. W lipcu ub. r. osiadł na mieliźnie koło wyspy Laeso, u północnych wybrzeży Danii. Stwierdzono wówczas, że 57-letni rosyjski kapitan statku był w momencie wypadku kompletnie pijany.

Wiadomo też, że podczas inspekcji stanu bezpieczeństwa statku, przeprowadzonej 15 grudnia 2013 roku w Runcorn w Wielkiej Brytanii, odnotowano aż 11 uchybień. Efektem był trzydniowy, przymusowy postój statku w porcie, do czasu usunięcia usterek

IAR/iz, bk

Źródło: Polskieradio.pl