Kary dla armatorów za przewinienia szyprów

mar 9, 2015 | Polskie nowości

1karyrybW środę weszła w życie ustawa o rybołówstwie morskim. Choć dostosowano ją do obowiązującego w Unii Europejskiej prawa, nie wszystkim się podoba. Nowe rozwiązania wzbudzają szczególne niezadowolenie rybaków. Nosami kręcą i armatorzy, i kapitanowie. Jednych i drugich bulwersuje nowatorski system respektowania wymogów Wspólnej Polityki Rybackiej. Chodzi o przyznawanie punktów karnych za jej naruszanie. System jest nieco podobny do nakładania punktów karnych na kierowców łamiących przepisy drogowe. Różnica polega jednak na tym, że w przypadku rybaków odpowiedzialnością obarcza się zarówno szypra, jak i armatora.

– To jakby za przewinienie drogowe karać zarówno kierowcę, jak i właściciela pojazdu. Tak nie może być – bulwersują się rybacy, którzy próbowali wpłynąć na zmianę kształtu nowej ustawy na etapie legislacyjnym.

Niezadowolenia nie kryje także prezes kołobrzeskiego Stowarzyszenia Armatorów Rybołówstwa Morskiego, Ryszard Klimczak.

– Nakładanie punktów karnych na armatora, którego pracownik popełnił jakieś wykroczenie, jest nie do pomyślenia – podkreśla zdradzając, że w czasie konsultacji nad projektem ustawy, niemal każda składana przez środowiska rybackie poprawka była odrzucana.

Niemałe kontrowersje budzą również sankcje, do których prowadzi przekroczenie dopuszczalnej liczby punktów. Kapitan kutra, któremu nazbiera się ich za dużo, straci uprawnienie kierowania jednostkami rybackimi na 2 lata. Dla ludzi morza tak ostra dotkliwość oznacza zawodowe wyalienowanie. Pamiętać należy przy tym, że przewinieniem, za które przyznawane są punkty, mogą być na przykład zbyt małe oczka sieci. Margines dopuszczalnych odstępstw od norm, niemal przy tym nie istnieje.

– A przecież sieci naprawiamy w morzu. Gdy kuter buja się na fali, trudno o precyzję – mówi prosząc o zachowanie anonimowości szyper jednego z darłowskich kutrów.

Zachodniopomorscy rybacy nie ukrywają, że gdy zaczęto mówić o konieczności wprowadzenia nowej ustawy, liczyli na zawodową stabilność. Tymczasem zamiast tego postawiono na zakazy i ograniczenia. Wprowadzono co prawda możliwość przekazywania pomiędzy armatorami kwot połowowych, ale działacze środowisk rybackich twierdzą, że do niczego dobrego to nie doprowadzi.

– Armatorom małych kutrów zamiast pracować i utrzymywać załogi, bardziej będzie się opłacała sprzedaż kwot połowowych większym jednostkom – podkreślają twierdząc, że nowy system może doprowadzić do upadku rybołówstwa prowadzonego na mniejszych statkach.

O niebezpieczeństwie marginalizacji floty małych jednostek mówią także ekolodzy. Podkreślają przy tym, że gwarancją zrównoważonego rybołówstwa są niewielkie kutry, a nie potężne statki rybackie pozyskujące metodą trałową ryby na cele paszowe. Działacze Greenpeace od dawna zabiegają o to, aby wprowadzić zakaz połowów metodą trałową w strefie 6 mil od brzegu. Nowa ustawa byłaby do tego znakomitą okazją, ale zabrakło w niej stosownych zapisów. To w działalności dużych kutrów ekolodzy dopatrują się złej kondycji dorsza, który jest od kilku lat niedożywiony.

– Sześciomilowa strefa przybrzeżna powinna być całkowicie zamknięta dla trałowców łapiących ryby dobijakowe. To niewielki rybki stanowiące bazę pokarmową dorsza. Można je łowić do woli, bo nie ma na nie limitów. Trałowce wyciągają je na paszę – podkreśla Magdalena Figura z Greenpeace.

Problem chudego dorsza od dawna spędza sen z powiek nie tylko ekologom, ale i samym rybakom, którzy zarabiają przez to mniej. Naukowcy badający zjawisko zastanawiają się, dlaczego dorsze przestały podążać za pożywieniem. Przyczyn dopatrują się w zbyt niskim natlenieniu Bałtyku spowodowanym wieloletnim brakiem wlewu do niego wód z Morza Północnego. Zjawisko takie pojawiało się w ciągu ostatnich 100 lat średnio raz na 3 lub 4 lata. Ostatnio nastąpiła jednak długa, bo trwająca aż 11 lat przerwa. Wielki napływ życiodajnej wody nastąpił w końcu pomiędzy 13, a 26 grudnia ubiegłego roku. Było to jedno z trzech największych zasileń słoną wodą naszego morza od początku prowadzenia badań. Dlaczego proces ten jest tak ważny dla ekosystemu? Słona, natleniona woda, jako cięższa opada na dno wypychając ku górze wodę słabo natlenioną. Nawet laicy wiedzą, że tlen jako podstawowa ekosystemu ma zbawienny wpływ na organizmy żywe, w tym na kondycję dorsza. Eksperci twierdzą, że efekty wielkiego grudniowego wlewu będą zauważalne za dwa lata. Chude dorsze przejdą wówczas do historii. Oby tak się stało, bo te poławiane dzisiaj, przez zachodniopomorskich rybaków nazywane są szkieletorami.

– One się do niczego nie nadają. Pewnie dlatego płacą nam za nie jedynie 3,70 zł za kilogram. To musi się zmienić, bo inaczej nie przetrwamy. Zaostrzenie sankcji zawartych w nowej ustawie o rybołówstwie morskim niczego w tym wypadku nie zmieni. Dorsz przez to nie będzie grubszy. Trzeba było lepiej ograniczyć połowy paszowe – dodają.

Przemysław Weprzędz,

fot. Artur BAKAJ

Źródło: 24kurier.pl