TPL_GK_LANG_MOBILE_MENU
A+ A A-

cracovia07 1

Rok 2020 powoli zmierza ku końcowi. I raczej niewiele osób martwi się z tego powodu, ponieważ jest to rok trudny, ciężki oraz znacząco różniący się od wszystkich poprzednich. Światowa pandemia koronawirusa wywróciła do góry nogami codzienność wielu z nas, a mnożące się problemy można było zauważyć niemal w każdej dziedzinie życia. Jak w realiach tego niespokojnego okresu radziła i radzi sobie Polska Żegluga Bałtycka? Portal Morza i Oceany postanowił to sprawdzić, więc serdecznie zachęcamy do lektury naszego materiału. 

Wszyscy mamy wyraźnie w pamięci niedawne wydarzenia z marca. Wirus SARS-CoV-2 zaczyna się rozprzestrzeniać na coraz większą skalę, w społeczeństwie narasta strach, rząd sukcesywnie wprowadza kolejne ograniczenia codziennego funkcjonowania. W końcu dochodzi do kroków najbardziej radykalnych. Granice państwa zostają zamknięte, w kraju panuje lockdown, którego celem jest ochrona ludzi i zmniejszenie transmisji groźnego wirusa. Niestety, ceną tego rozwiązania jest to, że wiele branż z dnia na dzień traci możliwość działania, a polska gospodarka wyraźnie cierpi. 

Nie da się ukryć, że początki pandemii były dla nas bardzo trudne – wspomina Bartłomiej Mazuruk, Dyrektor ds. Polityki Żeglugowej w PŻB. – Podstawowym problemem w tamtym czasie stało się zapewnienie bezpieczeństwa naszym pracownikom, załogom promów oraz pasażerom. W biurze mogliśmy bez problemu przejść na pracę zdalną, ale w przypadku załóg promowych czy terminali promowych z oczywistych względów nie było to możliwe. 

Jak zatem poradzono sobie z sytuacją i na jakie środki ochrony postawiono w pierwszej kolejności? – Bardzo szybko wyszliśmy tym nowym okolicznościom naprzeciw i wprowadziliśmy jasno określone procedury. Mierzenie temperatury wśród pasażerów i załogi, zwiększanie dystansu, ogólnodostępne środki do dezynfekcji czy ograniczenie liczby ludzi w przestrzeniach publicznych – wszystko to wprowadzaliśmy po to, aby nasi pasażerowie czuli się bezpieczni. My sami dokonaliśmy natomiast reorganizacji i przestawiliśmy się na sprzedaż on-line czy działania oparte o infolinię. 

Dużym atutem w walce z pandemiczną rzeczywistością było dla Polskiej Żeglugi Bałtyckiej to, że nie zajmuje się ona wyłącznie przewozem pasażerskim. – Nasza działalność opiera się na szczęście na dwóch filarach, więc obok przewozów pasażerskich mamy także przewozy ładunków. Na ten drugi zakres pandemia nie miała na szczęście aż tak dużego wpływu, ponieważ takie dziedziny jak przemysł spożywczy czy budowlany nadal działały na pełnych obrotach. Co za tym idzie, niezbędny był także transport. Nie było także ograniczeń w przemieszczaniu się samochodów ciężarowych, a zawodowi kierowcy nie podlegali kwarantannie po przekroczeniu granicy. Te okoliczności sprawiły, że nadal mogliśmy działać w branży i negatywne skutki pandemii nie były wówczas aż tak odczuwalne. Inaczej wyglądało to oczywiście, jeśli chodzi o ruch pasażerski. Strach przed pandemią, kolejne wprowadzane restrykcje, a także zamknięcie granic Polski dla obcokrajowców wpłynęły na to, że w pierwszym okresie pandemii cała turystyka gwałtownie wyhamowała.   

Po zakończeniu lockdownu życie w kraju powoli zaczęło wracać do normy. Wiele branż odwiesiło działalność, przywrócony został ruch między państwami. Widać było, że nastroje społeczne ulegają poprawie, a koronawirus nie wydawał się już aż tak straszny. Niestety, jesienią ten powoli budowany porządek zachwiał się po raz kolejny, a Polska odczuła skutki drugiej fali pandemii. Znów ograniczono działalność wielu branż, choć do twardego lockdownu tym razem nie doszło. Jak zatem wygląda aktualna skala działalności PŻB?

– Polska Żegluga Bałtycka eksploatuje pięć promów na dwóch połączeniach pomiędzy Polską i Szwecją. Nova Star oraz Wawel na linii Gdańsk – Nynashamn oferują sześć rejsów tygodniowo, natomiast Mazovia, Cracovia i Baltivia średnio trzy odejścia dziennie (w weekendy dwa). Promy Polskiej Żeglugi Bałtyckiej mają aktualnie tę przewagę, że wydają się być dużo bezpieczniejszym środkiem transportu niż np. samolot. Nawet przy pełnym obłożeniu nie ma problemów, aby między pasażerami został zachowany bezpieczny dystans. Tego samego zdania są najwyraźniej osoby, które podróżują pomiędzy Polską i Skandynawią, ponieważ w wielu przypadkach prom okazuje się ich pierwszym wyborem. Aktualnie obłożenie naszych jednostek jest zbliżone do tego z zeszłego roku, a to – biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności – musi cieszyć. 

W PŻB nie ukrywają, że na pierwszym miejscu nadal pozostaje bezpieczeństwo. To dlatego wciąż prowadzone są regularne pomiary temperatury, istnieje obowiązek zakrywania ust oraz nosa w przestrzeni ogólnodostępnej, a dozowniki z płynem dezynfekującym zostały rozmieszczone we wszystkich strategicznych miejscach. Pasażerowie mają więc poczucie komfortu, a rzetelna obsługa drobiazgowo dba o regularną dezynfekcję przycisków, klamek, poręczy czy kabin. 

Na koniec pozostaje więc pytanie: jaka przyszłość czeka w najbliższym czasie PŻB oraz całą turystykę promową? Na tę chwilę ocenić tego się oczywiście nie da, ale dotychczas wdrożone rozwiązania sprawiają, że na całą sytuację można patrzeć z ostrożnym optymizmem. – Naszym celem jest teraz uważne obserwowanie okoliczności, ponieważ nie da się zaplanować wszystkiego przy tak wielu niewiadomych. Jeśli granice zostałyby zamknięte lub rząd wprowadziłby bardziej restrykcyjne ograniczenia w kwestii przemieszczania się, to oczywiście odbije się to na naszej działalności. Mamy już jednak przetestowane rozwiązania z wiosny, więc jeśli zajdzie taka konieczność, to znów zawiesimy niektóre połączenia i skupimy swoją uwagę przede wszystkim na przewozie ładunków, który pomógł nam kilka miesięcy temu przetrwać te najtrudniejsze czasy – zapowiada Bartłomiej Mazuruk, Dyrektor ds. Polityki Żeglugowej w PŻB.

Polska Żegluga Bałtycka wydaje się przedsiębiorstwem, które bardzo szybko odnalazło się w pandemicznej rzeczywistości. Działania PŻB od początku były prowadzone bardzo rozsądnie i dlatego spotkały się z tak dużym zaufaniem pasażerów. Nic więc dziwnego, że ci – zważając na bezpieczeństwo – zdecydowanie chętniej wybierają teraz promy niż samoloty. Nie jest bowiem tajemnicą, że w obecnych czasach to właśnie poczucie bezpieczeństwa wylądowało na samym szczycie listy potrzeb każdego z nas. 

 

Maciej Żmudzki 

MorzaiOceany.pl