Felieton Marka Błusia: Wiedza i zaufanie

lis 2, 2012 | Felietony

mbsObywatele, którzy pamiętają obietnice władzy, wciąż czekają na zapowiedziany przez szefa MON, ministra Tomasza Siemoniaka, program budowy okrętów dla Marynarki Wojennej. Jest już miesiąc po terminie, ale nikt nie ogłasza nowej daty i nie przeprasza za spóźnienie. Wydaje się, że ludzie upośledzeni dobrą pamięcią czekają nadaremnie.

W poniedziałek odbyła się w Warszawie publiczna debata pod tytułem „Dostęp do morza zobowiązuje! Czy Polska potrzebuje Marynarki Wojennej?”. Zgrubną odpowiedź uzyskamy przez zmianę kolejności zdań w tytule, więc sedna nie będziemy drążyć. Skupimy się tylko na jednej wypowiedzi, która dotyczyła bardziej polityki niż marynarki. Komandor rezerwy Maksymilian Dura, obecnie najlepiej poinformowany dziennikarz branżowy, ujawnił, że zapoczątkowana w marcu tego roku era demokratycznej otwartości MON została zakończona – jakiś program dla floty powstał, ale ma pozostać tajny, a o objęciu go tajemnicą społeczeństwo też nie zostanie oficjalnie poinformowane. Dura zarzucił kierownictwu obrony narodowej, że łamie standardy obowiązujące w państwach demokratycznych przy podejmowaniu decyzji o zbrojeniach – określił je jako zasady „jawności, przejrzystości i konsekwencji”. O co chodzi z jawnością, chyba nie trzeba tłumaczyć; „przejrzystość” w zrozumieniu komandora oznacza jawność uzasadnienia konkretnych zakupów, a konsekwencja to okoliczność, że programy wojskowe realizuje się niezależne od politycznych fluktuacji.

Następnego dnia – był to wtorek, przedostatni dzień października – na witrynie internetowej MON, w dziale „Aktualności” pojawił się materiał pod tytułem „Rozwój Marynarki Wojennej”. Rzekomy „news” powtarza informacje o wydarzeniu sprzed sześciu miesięcy, czyli o przedstawieniu przez ministra Siemoniaka koncepcji rozwoju marynarki (http://www.mon.gov.pl/pl/artykul/13603). Ponadto zawiera kilka komentarzy prominentnych przedstawicieli władzy też odkopanych z przedwakacyjnych wiadomości („odkopanych” w znaczeniu archeologicznym), ale przemilcza fakt, że wrześniowa wersja programu miała zostać przedstawiona społeczeństwu.

Czy aktualności sprzed pół roku powtórzono po to, żeby „dać odpór” komandorowi Durze, czy po to, żeby potwierdzić jego informacje? Prawdopodobnie chodziło o pierwszy cel, ale wyszło odwrotnie, bo fakty trudno zaklajstrować.

Nie wiadomo, co jest do ukrycia w sprawie programu dla marynarki. A może wcale nie chodzi o ukrywanie czegokolwiek, tylko o komfort, jaki daje zaniechanie dyskusji? Niezależnie, co jest motywem, takie praktyki są destrukcyjne, ponieważ ogłupiają – usuwają sprzed oczu publiczności związki skutkowo-przyczynowe między okolicznościami polityki a decyzjami o wojsku. Szeroko rozpowszechnione przekonanie, że w przypadku zakupu okrętów, samolotów albo armat chodzi o „zabawki” dla „dużych chłopców” bierze się – między innymi – z zatajania całego procesu decyzyjnego, chociaż jego część powinna mieć charakter wręcz ostentacyjny. Na przykład w taki sposób należy podjąć decyzję, czy mamy brać udział w międzynarodowej polityce kanonierek, a niezależnie od odpowiedzi, objaśnić, dlaczego tak lub dlaczego nie.

Nowoczesna armia w demokratycznym państwie jest także instytucją edukacyjną, a w niektórych krajach jest instytucją edukacyjną przede wszystkim. Myślę o Finlandii, gdzie obrona narodowa traktuje każdego poborowego jak przyszłego generała, a każdego obywatela – jak ministra. W tym kraju 80 procent mężczyzn odbywa zasadniczą służbę wojskową (plus 300 ochotniczek rocznie) i taki sam procent obywateli sprzeciwia się profesjonalizacji sił zbrojnych. Przyszła reforma będzie więc polegała na skróceniu służby o dwa tygodnie. Tego rodzaju społeczne decyzje nie biorą się z lęku, jak to się w Polsce tłumaczy. Międzynarodowe badania Gallupa, jeszcze z czasów zimnej wojny, więc bez udziału państw UW, ujawniły, że Finowie mają wręcz mocarstwowe poczucie bezpieczeństwa. Tylko u nich, w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii ponad 80 procent obywateli było przekonanych, że własne wojska zdołają samodzielnie odeprzeć każdą agresję. Anglosascy socjologowie, zaskoczeni tym wynikiem, tłumaczyli go świadomością Finów, w której wiedza i umiejętności łączą się z zaufaniem – wiem, że jako rezerwista jestem dobrze wyszkolony (albo: wiem, że mój mąż jest dobrze wyszkolony…), wiem, że moi sąsiedzi są równie dobrze wyszkoleni, wiem, że takich jak ja i moi sąsiedzi jest nas 400 tysięcy, znam i rozumiem system mobilizacyjny oraz plany obronne, wiem i rozumiem, dlaczego trzeba jakieś uzbrojenie zakupić albo zmodernizować itd., itp.

Minister Siemoniak w marcu sprawiał wrażenie polityka, który zabiega i o marynarkę, i o zaufanie. A teraz? Nie wiem, nie rozumiem i nie mam zaufania.

Marek Błuś

PS
Najciekawsza część dyskusji: http://www.youtube.com/watch?v=vjiQVLUv_jI (czas 95 minut); w podpisie jest błąd, zamiast Wojciecha Łuczaka debatował Wojciech Gilewski.