Drugi gazoport, ale po co?

lis 22, 2015 | Polskie nowości

1abcpolskielng2015

Podczas swojego expose premier Beata Szydło, powiedziała o możliwości budowy drugiego gazoportu. Niewiele jednak przemawia za sensownością takiej inwestycji.

Już za trzy tygodnie do gazoportu w Świnoujściu dotrze pierwsza dostawa katarskiego gazu. W praktyce będzie to oznaczało uruchomienie obiektu i znaczące wzmocnienie bezpieczeństwa gazowego kraju.

Po oddaniu do użytku, gazoport w Świnoujściu będzie mógł przyjmować do 5 mld m3 gazu rocznie. Należy jednak pamiętać, że przecież planowana jest jego rozbudowa, tak aby zdolność przyjmowania gazu wzrosła o kolejne 2,5 mld m3 surowca. Czy to dużo? W sumie gazoport po rozbudowie będzie mógł pokryć około połowy krajowego zapotrzebowania na gaz.

Zdolności aż nadto

Rocznie nasz kraj zużywa około 15-16 mld m3 surowca. Z tego ponad połowa dostarczana jest z Rosji. Jednak w każdej chwili można dokonać takich zmian w systemie, że praktycznie gazu wschodnimi połączeniami nie będziemy musieli importować. Jest to możliwe dzięki rewersowi na Jamale, interkonektorom na granicy zachodniej i południowej, otwarciu gazoportu i niebagatelnemu, bo wynoszącemu około 4 mld m3 gazu rocznie, własnemu wydobyciu. W praktyce już teraz więc jesteśmy uniezależnieni od gazu z Rosji. A trzeba pamiętać, że po ewentualnej rozbudowie obiektu w Świnoujściu nasze zdolności niezależnego zaopatrzenia w gaz, inny niż rosyjski, jeszcze wzrosną.

I to nie koniec, bo w minionym tygodniu Komisja Europejska opublikowała drugą europejską listę projektów w sektorze gazu ziemnego, którym przyznany został status wspólnego zainteresowania (tzw. PCI – Project of Common Interest).

Wśród siedmiu projektów z Polski, które mogą liczyć na zaangażowanie unijnych środków, większość w przyszłości może pozytywnie wpłynąć na możliwość importu gazu z innych kierunków niż Rosja. Szczególnie dotyczy to interkonektorów i budowy gazociągu Baltic Pipe.

Wydaje się, że przy obecnym poziomie zapotrzebowania na gaz, nasze zdolności dywersyfikacji dostaw są w zupełności wystarczające.

Kto za to zapłaci?

Teoretycznie nadmiar zdolności przyjmowania gazu nie powinien nas martwić, tyle że nie jest to takie proste. Ktoś za gotowość gazoportu na przyjęcie metanowców musi zapłacić. Do tego dochodzą spore pieniądze potrzebne na wybudowanie obiektu. 

Gazoport w Świnoujsciu to około 2,4-2,5 mld złotych, pewnie podobną kwotę trzeba byłoby wydać w Gdańsku (miejsce ewentualnej lokalizacji drugiego obiektu). Skąd wziąć te pieniądze, tego po expose nie wiemy. Warto także podkreślić, że Unia Europejska może nie być chętna na sfinansowanie choćby części prac.

W praktyce więc nowy obiekt w całości musiałby zostać sfinansowany przez państwo. Jednak rodzi się pytanie, co dalej? Kto będzie płacił za przywóz LNG, kto będzie ten gaz chciał kupować?

Nie jest tajemnicą, że skroplony gaz ziemny pod względem cenowym nie może na razie skutecznie konkurować z surowcem z „rury”. Istnieje więc obawa, że gazoport byłby wykorzystany tylko w niewielkim stopniu. Należy jasno powiedzieć, że finansowałby go budżet, czyli wszyscy Polacy lub wszyscy odbiorcy gazu w ramach tzw. „socjalizacji kosztów”.

Jeżeli państwo zdecyduje się na drugi obiekt, powinno jasno powiedzieć, dlaczego to robi. Jakie są powody inwestycji? Czy może chęć, całkowitego uzależnienia się gazowego od sąsiadów? Czy może są jakieś inne przesłanki?

Obecnie na przykład trudno uznać drugi gazoport za element wywierania presji na Gazprom w sprawie cen. Do tego wystarczy całkowicie pierwszy obiekt.

Gdy tylko pojawiły się przecieki o możliwości budowy drugiego obiektu w okolicach Gdańska, natychmiast dało się też słyszeć, że to element strategii politycznej PiS. To Gdańsk był bowiem początkowo faworytem dla lokalizacji obiektu. Przegrał bój o miejsce budowy ze Świnoujściem. Czy teraz nowy rząd będzie chciał w Trójmieście zapunktować? 

 

Dariusz Malinowski 

Źródło: wnp.pl