TPL_GK_LANG_MOBILE_MENU
A+ A A-

1abcUL wuskocz za morze baner 500x80px

Piotr Waszczenko patronem XVII Regat Unity Line

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: Unity Line

Czytaj więcej: Piotr Waszczenko patronem XVII Regat Unity Line

11 sierpnia ruszają Regaty Unity Line. To już siedemnasta edycja tej prestiżowej imprezy żeglarskiej. W tym roku zyskała imię Piotra Waszczenko – człowieka, który kochał morze i zawsze był z morzem związany. Regaty były potwierdzeniem jego pasji  – od 2003 roku, kiedy to objął stanowisko Prezesa Unity Line, aktywnie angażował się w ich organizację. Niestety przedwczesna śmierć przerwała tę działalność. „Nazwanie Regat Unity Line jego imieniem to podziękowanie za jego zasługi dla tych regat, które w dużym stopniu ukształtował” – zaznacza Komandor Regat - Piotr Stelmarczyk.

Tegoroczne zawody podzielone są na dwa etapy. Pierwszy rozpocznie się 12 sierpnia i obejmie trasę Świnoujście – Kołobrzeg. Jest to tradycyjny odcinek, realizowany (z kilkuletnią przerwą) od początku trwania regat. Drugi wyścig odbędzie się na zmienionej trasie, zamiast  – jak do tej pory  –  kończyć się w Świnoujściu, zatrzyma się wcześniej  – w Dziwnowie. To tam 14 sierpnia odbędzie się uroczysty finał, a zwycięzcom gratulować będzie m.in. Burmistrz Dziwnowa Grzegorz Jóźwiak. 

Ciekawostką jest, iż w tym roku organizatorzy postanowili wrócić do klasy oldtimerów. W tym starciu niewątpliwie gwiazdą będzie najstarszy polski jacht – stujedenastoletni Nadir. Nie zabraknie też stałych ekip, które co roku przybywają na odprawę do Świnoujścia. W rywalizacji wezmą udział m.in. „Lisica” z kapitanem Adamem Lisieckim, „Verano” z kapitanem Markiem Wróblewskim i „Umbriaga” z kapitanem Stanisławem Wondołowskim. Do załogi zaś „Johna Wayne’a” dołączą trzej uczestnicy, którzy na początku roku, w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy”, wylicytowali na nim miejsca. 

Warto wspomnieć, że Regaty Unity Line to zarówno atrakcja dla biorących w nich udział żeglarzy, jak i doskonałe widowisko dla publiczności. O ile uczestnicy, aby wziąć udział w zawodach, muszą się zgłosić do 11 sierpnia w Porcie Jachtowym Ośrodka Sportu i Rekreacji „Wyspiarz” w Świnoujściu, o tyle widzowie wystarczy, że zajmą dogodne miejsca na nadbałtyckich plażach, skąd będą mogli obserwować morską rywalizację. 

 

Unity Line 

Promy ze Świnoujścia do Szwecji kursują już 50 lat!

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: Unity Line

Czytaj więcej: Promy ze Świnoujścia do Szwecji kursują już 50 lat!

Polska Żegluga Morska świętuje 50-lecie linii Świnoujście-Ystad. Dokładnie 20 czerwca 1967 roku przebył tę trasę pierwszy polski prom – m/f Gryf. Wczoraj, 22 czerwca, odbyły się uroczystości upamiętniające to wydarzenie, w trakcie których podpisano umowę o współpracy na kolejne lata pomiędzy Unity Line Limited a portem w Ystad oraz posadzono symboliczne drzewo pamięci, które wyrosło tuż przed budynkiem szwedzkiego terminala

To właśnie posadzenie dostojnego grabu zainaugurowało obchody rocznicowe. W Ystad spotkali się m.in. przedstawiciele portu, terminala, władz miasta oraz parlamentu szwedzkiego, a także polscy goście z Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Departamentu Gospodarki Morskiej oraz Polskiej Żeglugi Morskiej. W przemówieniach przypomniano historię Gryfa, którego droga do Świnoujścia wiodła z Niemiec (został zbudowany w 1962 roku jako m/f "Hansa Express”) przez Finlandię (Polska Żegluga Morska odkupiła prom od kompanii Finnlines O/Y). 

Uroczystości jubileuszowe kontynuowano na promie Skania, który jest jednym ze spadkobierców historycznego Gryfa. Debiut bowiem był na tyle udany (już w ciągu pierwszego roku liczba pasażerów przekroczyła 48 000), że z powodzeniem szlak żeglugowy przemierzały kolejne polskie jednostki, a od 1995 roku już pod flagą serwisu Unity Line Limited. Dzięki umowie podpisanej przez dyrektora polskiego operatora – Krzysztofa Urbasia i przedstawicieli zarządu portu w Ystad – Kaja Jönssona i Björna Boströma, można mieć pewność, że linia promowa i flota Unity Line przez następne lata będą się dalej dynamicznie rozwijały. Statystyki za 2016 rok wyglądają obiecująco: armator przewiózł 370.000 pasażerów i 262.000 ciężarówek. Po pięciu miesiącach 2017 roku, w stosunku do 2016 roku, odnotowuje przyrost około 5% w przewozach pasażerskich i 11% ciężarowych.

 

Unity Line 

 

Majówka w Skandynawii? Najlepiej!

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: Unity Line

Czytaj więcej: Majówka w Skandynawii? Najlepiej!

Krótkie wyjazdy majówkowe nieoficjalnie rozpoczynają serię wakacyjnych wojaży. Zdecydowanie warto postawić na mocny start, który doda nam wiatru w żagle na cały sezon. Jaka powinna być idealna majówka?

Większość wskazałaby zapewne na piękno natury. Przydałaby się woda, malownicze krajobrazy i sporo kwiatów. W takim wypadku najlepiej jest wybrać Skandynawię! Po drugiej stronie Bałtyku dostępna jest chociażby południowa Szwecja z powalającymi widokami i ogrodami przy Pałacu Sofiero w pobliżu Helsingborga. 

Niektórzy stwierdziliby, że każdy wyjazd musi mieć zapewnioną odpowiednią liczbę zabytków. Tutaj Skania także ma wiele do zaoferowania. Przykład? W Lund znajduje się najstarsza romańska katedra ze średniowiecznym zegarem astronomicznym, budynki uniwersytetu z XVII wieku, a obok nich kamienie runiczne z epoki Wikingów!

Są jednak i tacy, którzy wolą podziwiać oryginalną architekturę. Na nich czeka Malmö. W dzielnicy Västra Hamnen mogą obejrzeć powykręcany wieżowiec Turning Torso, a na Ola Billgrens plats intensywnie pomarańczową bryłę, która z daleka informuje, że jest to siedziba muzeum sztuki nowoczesnej. 

Nie trzeba wybierać jednej z opcji, można połączyć je wszystkie, jadąc na majówkę z Unity Line. „Magia południowej Szwecji”, „Szwedzkim wybrzeżem w kierunku Oslo” czy „Różne oblicza Danii – Bornholm i Kopenhaga”  to oferty zawierające transport, nocleg, posiłki i opiekę pilota. Warto zajrzeć na stronę www.unityline.pl i zapoznać się z pełną ofertą przewoźnika – atrakcyjnymi cenowo biletami na prom do Szwecji, a także wycieczkami w różne rejony Skandynawii. 

 

Unity Line: Magia południowej Szwecji

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: Unity Line

Czytaj więcej: Unity Line: Magia południowej Szwecji

Szwecja jest jeszcze dla wielu Polaków nieodkrytym lądem. Mimo że dzieli nas tylko morze, rzadko kiedy decydujemy się, aby odwiedzić północnego sąsiada. Krążą krzywdzące stereotypy, że przecież tam jest zimno i nudno. Podobno przyroda zachwyca, ale często to nie wystarcza, aby chcieć przekonać się na własne oczy, czy jest tak w rzeczywistości.

A w rzeczywistości jest się czym zachwycać… Natura gra bezsprzecznie pierwsze skrzypce. Sielskie krajobrazy, wszechobecna zieleń, strome  klify i łagodne wzniesienia, malownicze jeziora i miasta, które do przyrody się dopasowują. Zimno i nieprzyjemnie? Może w okolicach koła podbiegunowego, ale nie na południu. W Skanii wiosną i latem potrafi być naprawdę upalnie.

Skania w ogóle ma swój nieodparty urok. Może jest spokojnie, ale na pewno nie nudno. Warto odwiedzić takie miejsca, jak Ystad, Kivik, Malmö i Lund, aby się o tym przekonać. A żeby tam się dostać, wystarczy jedynie bilet na prom. Po ośmiu godzinach rejsu można od razu zacząć zmieniać zdanie.

Ystad – fenomen nocnego trębacza

To tutaj docierają promy ze Świnoujścia. Miasteczko jest niewielkie (w samym Świnoujściu można by zmieścić Ystad 24 razy), ale z pewnością urzekające. Starówka ma swój niepowtarzalny klimat – wąskie uliczki, kolorowe domki i średniowieczne zabytki. Znajdziecie tu najwięcej domów szachulcowych w całej Szwecji – jest ich ponad trzysta! Charakterystycznym miejscem jest gotycki kościół Świętego Piotra. Jest to jeden z najlepiej zachowanych obiektów sakralnych w całym państwie, chociaż współcześnie nie pełni już funkcji religijnych. Do kościoła przylega klasztor Franciszkanów. Obok roztaczają się małe ogrody – jeden z kapustą, ziołami i piwoniami, drugi różany.

Drugim ważnym kościołem w Ystad jest romański Sankta Maria Kyrka. Wzniesiony ok. 1200 roku, w 1647 roku, podczas gwałtownej burzy został mocno zniszczony, a następnie odbudowany z elementami stylu renesansowego. Z wieży Kościoła Mariackiego codziennie rozbrzmiewa dźwięk trąbki. Hejnał na cztery strony świata jest grany co kwadrans, począwszy od 21:15 aż do 1:00 w nocy! Skąd wzięła się ta tradycja? Jako że dawniej większość zabudowań w mieście była drewniana, nad bezpieczeństwem czuwał na wieży strażnik – trębacz. W razie pożaru miał wszcząć alarm, krótkimi sygnałami zaś informował, że wszystko jest w porządku. Mieszkańców zdają się nie drażnić te późnowieczorne hałasy. Co więcej, gdy władze miasta chciały zrezygnować z tego zwyczaju, rozpoczęły się protesty!

Ystad może wydawać się sielankowe, ale ma też swoje mroczne oblicze. Pisarz Henning Mankell osadził tu akcję swoich kryminałów z Kurtem Wallanderem w roli głównej. Urocze miasteczko jest w nich świadkiem krwawych zbrodni. Warto zaplanować wycieczkę śladami melancholijnego inspektora policji. Na trasie są miejsca znane z książek bądź seriali nakręconych na ich podstawie, m.in. Hotel Continental, dom przy Mariagatan 10, kwiaciarnia na rogu Pottmakaregränd i Västra Vallgatan oraz oczywiście ulubiona cukiernia Wallandera – Fridolfs. Właściciele przybytku serwują nawet specjalne ciasto na jego cześć – biszkopt z bitą śmietaną i marcepanem… w kolorze policyjnym. Dość kaloryczne, ale doskonale wpisujące się w jadłospis naszego bohatera.

Kivik – czar sadów owocowych

Ulubionym ciastem Kivik jest za to jabłecznik. Zresztą w tym mieście znajdziecie wszystko, co jest zrobione z jabłek, jak w znanym wierszu Jana Brzechwy „Entliczek Pentliczek” – „duszone są jabłka, pieczone są jabłka i z jabłek szarlotka, i placek, i babka.” Są też jabłka dla dorosłych w postaci cydru i calvadosa. Pod koniec września odbywają się nawet specjalne jabłkowe jarmarki. Jedną z ich podstawowych atrakcji jest odsłonięcie obrazu wykonanego z wielu tysięcy tych owoców.

Miasto leży na wschód od Ystad, w regionie Österlen. Sama nazwa okręgu wskazuje na jego położenie (öster om leden – na wschód od szlaku). Jabłkowe szaleństwo rozpoczęło się pod koniec XIX wieku, kiedy to pierwszą plantację założył Henric Akesson, który docenił korzystny klimat miejsca. Obecnie sady porastające wzgórza Österlen zapewniają 2/3 produkcji jabłek w całej Szwecji. W nietypowym muzeum, w Domu Jabłka można przyjrzeć się z bliska technologii przetwarzania owoców, poznać historyczne receptury i zobaczyć różne odmiany jabłonek.

Jadąc z Kivik do przetwórni, warto zboczyć na chwilę z trasy, aby zwiedzić archeologiczną perełkę. Kungagraven to kamienny kurhan pochodzący z epoki brązu. Nazwa sugeruje, że jest to miejsce królewskiego pochówku. Na to, że pochowano w nim znaczące osobistości wskazuje z pewnością rozmiar kopca. Nasyp ma średnicę aż 75 metrów! Wnętrze grobowca pokryte jest rysunkami przedstawiającymi dawne życie ludzi zamieszkujących tereny Skanii.

Malmö – piękno nowoczesnej architektury

Miasto, które najlepiej przedstawia współczesne życie Szwedów to z kolei położone na zachód od Ystad – Malmö. Kosmopolityczne, nowoczesne i bardzo ekologiczne. Niegdyś najbardziej uprzemysłowione miasto Skandynawii w krótkim czasie stało się synonimem dbałości o środowisko naturalne.

Zupełną transformację przeszła m.in. nadmorska dzielnica Västra Hamnen. Na terenie dawnej stoczni utworzono kompleks mieszkalny, który energię czerpie z odnawialnych źródeł, takich jak elektrownia wiatrowa, kolektory słoneczne czy wody termalne. Dzięki temu mieszkańcy nie muszą płacić za prąd. Więcej udogodnień? Odpady wywożone są bezobsługowo, ogrody i trawniki nawadniają się same, a w bliskim otoczeniu są miejsca, które zapraszają do spędzania czasu na świeżym powietrzu: place zabaw, drewniane podesty nad morzem i porozwieszane w zacisznych miejscach hamaki. Symbolem dzielnicy jest wieżowiec Turning Torso. Został zaprojektowany przez Santiago Calatravę na wzór męskiego torsu. Ma 54 piętra, 190 metrów wysokości, składa się z 9 sześcianów skręconych w lewą stronę i oczywiście w 100 procentach jest zasilany zieloną energią.

Wiele popadających w ruinę fabryk i magazynów przeszło w Malmö gruntowną odnowę. Jedną z ciekawszych metamorfoz jest przekształcenie starej elektrowni w muzeum sztuki nowoczesnej. Pomiędzy zabytkowe budynki włożono pomarańczową stalową bryłę. Wbrew pozorom, elementy historyczne i nowoczesne świetnie się uzupełniają, a soczysty kolor pasuje do sąsiadującej cegły. Inny przykład ciekawej rewitalizacji? W ogrodzie botanicznym Slottsträdgårdens,  w budynku dawnej szklarni powstała restauracja!

Lund – moc olbrzyma Finnapo

Oddalone o niecałe 30 kilometrów od Malmö, Lund także świetnie radzi sobie w łączeniu starego z nowym. Miasto pamięta zamierzchłe czasy (założone zostało prawdopodobnie w X wieku), ma długie tradycje uniwersyteckie i jednocześnie kipi młodością. Duża w tym oczywiście zasługa studentów – ponad 20% mieszkańców to ludzie w przedziale wiekowym 20-29 lat. Dzięki temu w mieście swoje siedziby mają największe międzynarodowe firmy, takie jak Ericsson, Sony Mobile i Gambro.

Sam uniwersytet uchodzi za jeden ze stu najlepszych na świecie. Został założony w 1666 roku i posiada bogate zaplecze badawcze w wielu dziedzinach, m.in. w medycynie, inżynierii i technologii oraz architekturze. Warto zwiedzić teren kampusu, zobaczyć zabytkowe budynki i towarzyszące im, wbite w trawnik kamienie runiczne z epoki Wikingów.  Wychodząc poza Regia Academia Carolina, trzeba koniecznie pójść w stronę starówki. Wąskie brukowane uliczki, parterowe domki, a w niektórych z nich klimatyczne kawiarnie, w których można celebrować fikę, wypijając kawę i zjadając cynamonową bułeczkę.

Będąc w historycznym centrum Lund, nie sposób nie zauważyć monumentalnej katedry. Romańska bazylika przytłacza ogromem fasady – czworokątne wieże wznoszą się na wysokość 55 metrów! Mimo iż kościół powstał w 1145 roku, wieże zostały dobudowane dopiero w drugiej połowie XIX wieku, z pomysłu architekta Helgo Zettervalla, który chciał nadać świątyni jeszcze bardziej średniowieczny charakter. Jednym z ciekawszych „gadżetów” ukrytych w nawie jest astronomiczny zegar z 1425 roku. Odmierza nie tyko godziny, ale także wskazuje na fazy księżyca i drogę słońca na tle znaków Zodiaku. Całkiem potężny mechanizm.

W katedrze zresztą wszystko jest wielkie. Pod prezbiterium i transeptem ukryta jest pokaźnych rozmiarów krypta. Jednej z kolumn trzyma się olbrzym Finn. Legenda głosi, że został zamieniony w kamień, ponieważ chciał zburzyć świątynię – tak zdenerwowały go dźwięki kościelnych dzwonów.  Jest też wielka tajemnica związana z biskupem Winstrupem. Został on tutaj pochowany w 1679 roku. Kiedy po 350 latach otworzono trumnę, okazało się, że jego ciało jest w stanie nienaruszonym. Podobno to efekt warunków klimatycznych, jakie panowały wewnątrz krypty, a także antyseptycznych ziół umieszczonych w grobowcu.

Skanią do Skanii

Zaintrygowani? Nic prostszego, aby zaspokoić swoją ciekawość. Na prom możecie zabrać samochód i na własną rękę odkryć południową Szwecję. Jeśli wolicie, aby ktoś zadbał o was kompleksowo, zdecydujcie się na jedną z wycieczek organizowanych przez Unity Line. W tym sezonie w ofercie jest m.in. majówkowa wyprawa pod hasłem „Magia południowej Szwecji”, wakacyjna podróż „Smaki Szwecji – Kivik – Kraina Jabłka” oraz jednodniowy wypad do Malmö, który także zahacza o Ystad.

 

Więcej na : http://www.unityline.pl/blog/blog/2017/02/24/magia-poludniowej-szwecji/

 

Unity Line: Różne oblicza Danii

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: Unity Line

Czytaj więcej: Unity Line: Różne oblicza Danii

Z czym Wam się kojarzy Dania? Młodszym pewnie z klockami LEGO i baśniami Hansa Christiana Andersena, tym starszym być może z Hamletem i piwem Carlsberg. Fanom kryminałów przypomną się kultowe seriale tego gatunku „Forbrydelsen” i „Most nad Sundem”, a miłośnikom gotowania przyjdzie na myśl kopenhaska Noma, restauracja wielokrotnie nagradzana i uznawana za jedną z najlepszych na świecie.

Nie odchodząc jednak zbyt daleko, zajrzyjmy w media społecznościowe. Na Instagramie króluje #hygge – ponad półtora miliona postów oznaczonych jest tym hashtagiem, a wybierając go, można obejrzeć zdjęcia przytulnych wnętrz, potraw z serii „comfort food”, pięknych krajobrazów, a także wszystkiego, co może poprawiać nastrój. Tutaj Danię określają trzy podstawowe słowa: szczęście, minimalizm i ekologia.

Wszystkie te skojarzenia mieści w sobie państwo, które jest siedem razy mniejsze od Polski! Aby doświadczyć tej różnorodności, najlepiej podążyć pod dwa adresy – sprawdzić, jak się ma rozrywkowa Kopenhaga – miasto, które wyznacza trendy w kulturze, architekturze i modzie, a następnie odwiedzić spokojną i nastrojową wyspę Bornholm. 

Dania energetyczna

Jeśli oglądaliście duńskie kryminały, zapewne macie wrażenie, że Kopenhaga to mroczne miasto, w którym trup ściele się gęsto, ludzie chodzą w niedbałych, rozciągniętych swetrach, a nad miastem roztacza się charakterystyczna mgła. Nic bardziej mylnego – prawdziwy entourage miasta nie pokrywa się z tym filmowym. Ba, stolica Danii rokrocznie wygrywa rankingi na najbardziej przyjazną i szczęśliwą metropolię. Skąd więc to zderzenie wyobrażeń? Taka jest przyjęta przez skandynawskich filmowców konwencja. Im bardziej w rzeczywistości jest ukryta mroczna natura człowieka, tym mocniej wychodzi na wierzch w artystycznym wydaniu.

Jaka jest więc prawdziwa Kopenhaga? To miasto, które aż się prosi, by korzystać z niego pełnymi garściami. Na każdym skwerku, w parkach, a nawet w Ogrodach Królewskich mieszkańcy grillują, organizują pikniki, opalają się i biegają. Wszędzie są ścieżki rowerowe (jest ich ponad 400 kilometrów!), więc także ta aktywność ma tutaj wielu swoich wielbicieli. Warto zajrzeć do dzielnicy Christianshavn, gdzie pełno jest klimatycznych knajpek i eleganckich restauracji. To właśnie tutaj siedzibę ma, wyróżniona dwoma gwiazdkami Michelin, Noma. Wprawdzie szef René Redzepi i jego załoga wybierają się w marcu do Meksyku, ale już w czerwcu zamierzają wrócić z jeszcze bardziej eksperymentalną kuchnią. Już teraz dobrze jest zarezerwować sobie miejsce!

Jeśli zakupy, to tylko na deptaku Strøget. Znajdziecie tu niemal wszystko – zarówno hot-dogi z cebulową posypką, jak i królewską porcelanę. Tę ostatnią można kupić w firmowym sklepie Royal Copenhagen. Markę założyła w XVIII wieku królowa Juliana Maria. Zajrzyjcie też do znanego, wybudowanego w 1870 roku domu towarowego Magasin du Nord. Mieści on najnowsze kolekcje od znanych duńskich projektantów. Nawet przy braku funduszy, warto wybrać się do niektórych galerii handlowych – często wyglądają jak nowoczesne muzea. W Illums Bolighus można usiąść na fotelu typu „mrówka” projektu Arnego Jacobsena, czy też zobaczyć pomysłowe lampy Normann Copenhagen. Jest jeszcze jedna zaleta Strøgetu – szybko dojdziecie nim do urokliwej dzielnicy portowej Nyhavn!

A Nyhavn to wizytówka Kopenhagi! Siedemnastowieczny port to kolorowe kamienice, przycumowane wzdłuż kanału stateczki i… bujne życie towarzyskie. Z tego powodu chętnie bytowali tu rozmaici artyści. Niedaleko kanału mieszkał sławny bajkopisarz Hans Christian Andersen. To on stworzył postać małej syrenki, która nieszczęśliwie zakochała się w człowieku. Andersenowska bohaterka była inspiracją dla innego symbolu miasta – pomnika zamyślonej dziewczyny, stworzonego przez rzeźbiarza Edvarda Eriksena.

Będąc w Kopenhadze, nie sposób nie zobaczyć królewskich rezydencji – Zamku Christiansborg, w którym dawniej mieszkali duńscy monarchowie, i Pałacu Amalienborg, oficjalnej siedziby królów. Sporą atrakcją jest zmiana warty – jest szczególnie uroczysta, gdy w pałacu przebywa królowa Małgorzata II. Wielu turystów za punkt honoru stawia sobie zrobienie selfie z jednym z gwardzistów w niedźwiedziej czapie. Trudno wymienić wszystkie atrakcje Kopenhagi – oferta kulturalna miasta pęka w szwach: majowy festiwal piwa, na przełomie maja i czerwca cykl imprez ulicznych pod hasłem Copenhagen Distortion, wyścigi starych samochodów i Kopenhaskie Gotowanie w sierpniu, a do tego wiele innych wydarzeń muzycznych, modowych i teatralnych. Uff, jesteście zmęczeni? Pora wybrać się na Bornholm.

Dania spokojna

Pocztówkowy krajobraz – zielone wzgórza, gdzieniegdzie rysujący się zarys małych mieścin z czerwonymi i żółtymi domkami, a w dali błękit morza. Jeśli dorzucić do tego jeszcze informację, że Bornholm jest najbardziej nasłonecznionym miejscem na Bałtyku, to od razu można mu przykleić plakietkę „raj”. Wyspa – jak na skandynawską – ma zresztą bardzo południowy klimat. W ogródkach można wypatrzeć egzotyczne gatunki roślin – chociażby figi, brzoskwinie i morwy. Nawet mieszkańcy zachowują się trochę jak Włosi czy Hiszpanie – nigdzie się nie spieszą. Nastrój szybko udziela się turystom.   

Bornholm to idealne miejsce, aby praktykować mindfulness. Każda część wyspy zaprasza, aby się na chwilę zatrzymać, zachwycić i pokontemplować. Na północy strome klify, o które z wielką siłą rozbijają się fale. Na jednym z nich ruiny zamku Hammershus, pochodzące z XIII wieku. Na zamek warto wejść nie tylko po to, aby poczuć atmosferę dawnej fortyfikacji, ale także, by nacieszyć się niesamowitym widokiem na wyspę, a przy dobrej pogodzie zobaczyć majaczące w oddali wybrzeże Szwecji. W okolicy znajdują się też wrzosowiska Hammeren i osada rybacka Allinge, której początki sięgają średniowiecza. Warto tu przyjechać szczególnie na wakacje w lipcu, kiedy odbywa się festiwal jazzowy. Muzykę można wtedy usłyszeć zarówno w kawiarniach, jak i w plenerze.

Centrum wyspy to jeden z największych kompleksów leśnych Danii – Almindingen. Spacerując po tym terenie, można natknąć się na małe jeziorka i spore głazy narzutowe, naniesione tu przez lądolód w czasie epoki lodowcowej. Skały są cały czas w ruchu – legenda głosi, że podskakują, ponieważ są osadzone na sporym diamencie. Nieco bardziej na zachód leży największe miasto wyspy – Rønne, a w nim najmniejszy domek! Ma charakterystyczne niebieskie drzwi, do których prowadzą drewniane minischodki. Jest tu jeszcze kilka innych interesujących obiektów, m.in. kościół Św. Mikołaja i latarnia morska z XIX wieku. Najważniejszym punktem miasta jest oczywiście rynek, zwany tu Store Torv, a na nim ratusz miejski wybudowany w 1834 roku. To tutaj latem kwitnie życie kulturalne –  odbywają się liczne festyny i koncerty.

Gdzie można zdrowo poleniuchować? Zdecydowanie na południu! Szczególnie warto poleżeć na piaszczystej, niemalże białej plaży w Dueodde. Nie dość, że ciągnie się kilometrami, to jeszcze jej szerokość w niektórych miejscach osiąga nawet 150 metrów! Kto woli bardziej aktywny odpoczynek, koniecznie niech weźmie ze sobą rower. Na wyspie jest prawie 250 kilometrów ścieżek, a tubylcy zdecydowanie przedkładają rower nad samochód. Utopia? Jest jeszcze jedna rzecz, które sprawia, że Bornholm wydaje się być nierealny – przydrożne kramiki z warzywami, kwiatami, książkami czy figurkami są bezobsługowe. Produkty mają przylepioną karteczkę z ceną, a obok stoi skarbonka na pieniądze. Nie ma chyba miejsca bardziej hygge…

Dania na wyciągnięcie ręki

Wbrew pozorom Dania nie jest wcale daleko. Zwłaszcza gdy można wyspać się po drodze. Wystarczy skorzystać z promu i jednej z jego wygodnych kajut. Ze Świnoujścia do szwedzkiego Ystad prom płynie ok. 8 godzin, ten czas w zupełności wystarcza, aby zregenerować siły. A potem już tylko dzieli Was 90 kilometrów od Kopenhagi bądź półtoragodzinny rejs katamaranem od bornholmskiego Rønne. Atrakcyjne cenowo bilety do obu miejsc posiada w swojej ofercie Unity Line. Bez przeszkód można zabrać ze sobą samochód, motocykl bądź rower.

A może wycieczki zorganizowane? Przewoźnik przygotował w tym roku aż cztery propozycje z tego regionu. Można poznać „Różne oblicza Danii” i w trakcie długiego, majowego weekendu zwiedzić zarówno energetyczną Kopenhagę, jak i spokojny Bornholm. Ale wrażenia można też podwoić – i podczas wakacji osobno zwiedzić stolicę, wybierając program „Kopenhaga w jeden dzień” bądź „Odwiedziny u Hamleta i w królewskiej Kopenhadze”, a następnie wypocząć na „Bornholmie – zielonej wyspie Bałtyku”. To jaką Danię wybierasz?

 

Więcej informacji na: http://www.unityline.pl/blog/blog/2017/02/16/rozne-oblicza-danii/