TPL_GK_LANG_MOBILE_MENU
A+ A A-

Polska Żegluga Morska jest czwartym armatorem na świecie w ...tonażu handy-size

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: PŻM

Jak wynika z najnowszego raportu bankowej grupy DVB, Polska Żegluga Morska jest czwartym na świecie armatorem, pod względem posiadanych statków typu handy-size.

Handy-size to podgrupa jednostek do przewozu ładunków masowych, w przedziale wielkości 15 000 – 40 000 DWT. Na świecie pływa obecnie 2305 statków tego typu o łącznej nośności 66 mln DWT. Są one rozproszone wśród 850 zarejestrowanych armatorów. Jednak prawdziwa czołówka, skupia się w wąskiej grupie. Wśród niej jest również Polska Żegluga Morska ze Szczecina.

Biuro Analiz i Strategicznego Planowania Grupy DVB – mocno angażującej się w inwestycje żeglugowe -  podaje w swoim wrześniowym raporcie, iż trzy pierwsze miejsca, jeśli chodzi o światowy ranking posiadanego tonażu handy-size, zajmują państwowe chińskie przedsiębiorstwa żeglugowe. Na pierwszym miejscu znalazła się China Shipping Group Co. z 94 statkami typu handy-size o łącznej nośności 2,7 mln DWT. Średni wiek tej floty to jednak aż 27 lat. Drugie miejsce, zajmuje chiński armator rządowy, czyli China Government z 98 statkami o łącznym tonażu 2,5 mln DWT. Także i w tym przypadku jest to stara flota o średniej wieku 27 lat. Wysoką średnią wieku floty handy size - 24 lat - posiada armator zajmujący trzecie miejsce rankingu, firma COSCO. COSCO posiada 74 masowce „podręcznej” wielkości o łącznym tonażu 2,3 mln DWT.

Wreszcie miejsce czwarte należy do Polskiej Żeglugi Morskiej P.P., która  posiada 55 statki typu handy-size (w omawianej wielkości 15-40 tys. DWT), o łącznym tonażu prawie 2 mln DWT. Średni wiek tej floty to 14 lat, a więc znacznie mniej niż wiek statków czołowej chińskiej trójki. W portfelu zamówień PŻM jest jeszcze 17 kolejnych statków typu handy-size, które będą wchodzić do eksploatacji w ciągu następnych dwóch lat. Po odebraniu ich ze stoczni szczeciński armator umocni się na jednym z czołowych miejsc wśród światowych armatorów statków typu handy-size, a wiek tej floty ulegnie dalszemu obniżeniu.

Średnie masowce są odpowiedzialne za przewóz około 20 procent ładunków, dostępnych w handlu światowym. Aż 72 proc. z tych ładunków to tzw. minor bulk, a więc „drobna masówka”, na którą składają się takie ładunki jak stal, produkty rolnicze i leśne, nawozy sztuczne, minerały, złom itd. Jest to grupa statków, które docierają do mniejszych portów, w tym takich, które nie posiadają własnej infrastruktury. Dlatego tak ważne jest wyposażenie tych jednostek we własne dźwigi. Ze względu na różne warunki operowania, wiele z masowców typu handy-size posiada również stery strumieniowe, które znacznie ułatwiają ich manewrowanie na węższych akwenach portowych.

Klasa masowców handy-size od lat uważana jest przez analityków za najbezpieczniejszą finansowo grupę statków. Wprawdzie w hossie rynkowej nie zarabiają tyle, co ich więksi krewniacy, a więc jednostki typu panamax (60-80 tys. DWT) czy cape-size (powyżej 100 tys. DWT), jednak z kolei w bessie również tracą najmniej.

Dodatkowo, jak potwierdzają analitycy z grupy bankowej DVB, jest to tonaż, który ma najlepsze perspektywy wśród masowców, jeśli chodzi o równowagę pomiędzy podażą rynkową tych statków a ich popytem. Wprawdzie w tym roku ma wejść do eksploatacji na całym świecie jeszcze 258 statków typu handy-size (w okresie od stycznia do lipca 2010, zbudowano ich 114), kolejne 281 zaplanowano na 2011 oraz 107 w 2012, jednak średni wiek istniejącej floty tego typu to w skali globalnej 18 lat, natomiast aż 45 proc. z pływających obecnie masowców typu handy-size ma ponad 25 lat. Jasnym jest, że ogromna część z tych statków, w najbliższych latach powędruje na złom (zwłaszcza w obliczu coraz bardziej restrykcyjnych przepisów odnośnie bezpieczeństwa), i w ten sposób na rynku znajdzie się miejsce dla jednostek nowobudowanych.

Porównując dzienne stawki frachtowe uzyskiwane na masowcach typu handy-size oraz ich koszty eksploatacji, uzyskamy uśredniony bilans dodatni w wysokości kilku czy kilkunastu tysięcy dolarów per statek. W okresie najwyższych historycznie frachtów w światowej żegludze, w lecie 2008 roku, „podręczne” masowce zarabiały dziennie powyżej 32 tysięcy dolarów. Potem, wraz z wybuchem globalnego kryzysu finansowego, przyszedł dramatyczny spadek do poziomu niecałych 7 tysięcy USD za dzień czarteru. Od roku stawki czarterowe na „średniaki” ustabilizowały się na średnim poziomie 15 tysięcy USD. Jest to pułap, który pozwala dobrze zarządzanym armatorom tego typu statków na uzyskiwanie stabilnych i w miarę godziwych zysków.

Wydaje się również, że dla tonażu typu handy-size nie zabraknie w najbliższym czasie na rynku ładunków. W ubiegłym roku średnimi masowcami przewieziono na całym świecie 620 mln. ton ładunków. W tym roku ilość ta ma wzrosnąć do 656 mln. ton.

Świadczymy usługi najwyższej klasy

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: PŻM

Czytaj więcej: Świadczymy usługi najwyższej klasy Paweł Szynkaruk, dyrektor naczelny Polskiej Żeglugi Morskiej w Szczecinie: „Wydaje mi się, że w kwestii tankowców nasz kraj kilka lat temu zaprzepaścił dużą szansę, jaką mogło być posiadanie przez polskie firmy floty tankowców. Niestety nie doczekaliśmy się impulsu jaki powinien wyjść od jednej albo obu firm petrochemicznych - ORLEN, LOTOS” „Morza i Oceany” - Prawie pól miliarda zysku to piękny wynik. Czy on pozwala spokojnie mysleć o przyszłości firmy ?

Paweł Szynkaruk: Skonsolidowany Wynik Finansowy za 2010 rok to ok. 490 ml zł i faktycznie tak dobry wynik pozwala na spokojne kontynuowanie w tym roku naszych planów inwestycyjnych. Natomiast niejasność na rynku żeglugowym wciąż jest bardzo duża , na co z całą pewnością mają wpływ m.in. wysokie ceny paliw oraz zjawiska typowo rynkowe np. schłodzenie gospodarki chińskiej co prowadzi do zmniejszenia ilość surowców przewożonych do i z Chin. Natomiast na obecny niski poziom stawek frachtowych ma również wpływ obserwowana na rynku nadpodaż tonażu masowców, zwłaszcza w segmencie statków panamax i cape-size.  

„MiO”: - Podczas licznych spotkań w ramach 60 - lecia mówiło się i nadal się mówi się głośno, najwięcej na ten temat wypowiadał się Ryszard Karger, były wieloletni dyrektor naczelny PŻM, że firma powinna poważnie zastanowić się nad budową tankowców. Czy ma Pan w tej sprawie określną opinię?  

P. Sz.: - Wydaje mi się, że w kwestii tankowców nasz kraj kilka lat temu zaprzepaścił dużą szansę, jaką mogło być posiadanie przez polskie firmy floty tankowców. Niestety nie doczekaliśmy się impulsu jaki powinien wyjść od jednej albo obu firm petrochemicznych - ORLEN, LOTOS

„MiO” - O budowie jakich statków rozmawiacie najczęściej ?  

P. Sz. : - Na rynku żeglugowym znakomite opinie mają nasze statki o nośności 38 tys. DWT, typ KUJAWY i z całą pewnością te statki będą stanowiły nasze główne oparcie w przyszłości. Natomiast statki o nośności 80 tys. DWT są uzupełnieniem naszej oferty rynkowej.

„MiO”: - Jaki jest naprawdę rynek przewozowy; obliczalny czy nieobliczalny?  P. Sz. : - Rynek przewozowy jest nieobliczalny ze względu chociażby na wspomniane wysokie ceny paliw czy niski kurs dolara. Motorem  napędowym w dalszym ciągu pozostają Chiny i Daleki Wschód, a coraz bardziej znacząca staje się rola Brazylii.

„MiO” : - Polska Żegluga Morska ma wiele ciekawych kontraktów. Czy ma jakiś wyjątkowy na wyjątkowy towar, który przewozi?

P. Sz. : - Dla Polskiej Żeglugi Morskiej każdy klient i każdy towar jest wyjątkowy. Staramy się aby usługi  świadczone przez PŻM były zawsze najwyższej klasy.

 „MiO” : - Powróćmy do ostatnich wydarzeń, związanych z wyborem Matek Chrzestnych dla nowych statków. M/s "Szczecin" ma już swoją, kiedy poznamy następne Panie dla statków M/s "Koszalin", "Puck" i "Gdynia"?  

P. Sz. : - Tuż po odbiorze statku m/s SZCZECIN, kolejnym statkiem przeznaczonym do odbioru jest m/s KOSZALIN. W związku z tym niezwłocznie, bo już w lipcu, przystąpimy do kolejnego konkursu na tytuł matki chrzestnej dla statku m/s KOSZALIN. W ramach tego przedsięwzięcia pozostajemy we współpracy z Urzędem Miasta Koszalin.

„MiO” : - Obchody 60 - lecia, to piękna karta dla kilku tysięcy pracowników Grupy PŻM. Zarówno dla tych, którzy pracują w tej firmie dziesiątki lat, jak również dla młodych adeptów sztuki marynarskiej. Ma Pan powody do dumy?  

P. Sz. : - Tak, oczywiście jestem dumny, że firma istnieje na rynku żeglugowym już 60 lat. Jesteśmy  największym polskim armatorem, stanowiąc przy tym jedną z najważniejszych firm w naszym mieście oraz województwie zachodniopomorskim.  Kolejnym powodem do dumy jest fakt, iż załogi naszych statków są w 100% polskie. Z powodzeniem przetrwaliśmy okres największego  kryzysu gospodarczego w ostatnim stuleciu w latach 2008 i 2009, co jest dowodem na to, że firma jest nowocześnie zarządzana,  ma sprawdzonych kontrahentów, oraz posiada doskonałą kadrę lądową i morską. Dla mnie zaszczytem jest móc pracować z taką załogą.

„MiO” : - I na koniec, czego sobie i załodze życzy Pan z okazji 60-lecia PŻM ?

P.Sz. : - Dużo zdrowia i kolejnych co najmniej 60 lat, pozostając w tak dobrej kondycji, jak obecnie.

Dziękujemy za rozmowę
Rozmawiał: Bogdan Tychowski

Panamaxy PŻM na dokach

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: PŻM

W Gdańskiej Stoczni „Remontowa” S.A. prowadzone są obecnie prace na jednocześnie dwóch 74- tysięcznikach Polskiej Żeglugi Morskiej : m/s „Legiony Polskie” oraz m/s „Orlęta Lwowskie”. Zajmują one odpowiednio dok nr 5 oraz dok nr 6 gdańskiej stoczni.

Remont na „Legionach Polskich” rozpoczął się 27 lipca i potrwa do 5 września. Natomiast „Orlęta Lwowskie” weszły na dok wczoraj (29 sierpnia) a ich remont potrwa do końca września.
W obu przypadkach są to remonty klasowe, związane z koniecznością odnowienia dokumentów klasyfikacyjnych. Zakres prac dotyczy m.in. konserwacji kadłuba, ładowni, pokryw ładowni, wymiany rur, przeglądu hydrauliki, silnika głównego oraz urządzeń pomocniczych.
„Legiony Polskie” i „Orlęta Lwowskie” to panamaxy wybudowane w kopenhaskiej stoczni (już nieistniejącej)  Burmeister & Wain w 1991 roku. Matką chrzestną pierwszego ze statków jest wnuczka Józefa Piłsudskiego p. Joanna Onyszkiewicz. Z kolei „Orlęta Lwowskie” ochrzciła p. Jadwiga Kaluschowa.
W tym roku Polska Żegluga Morska planuje dokonać remontów na 16 swoich statkach. Prawie wszystkie zostaną wykonane w polskich stoczniach remontowych Szczecina i Trójmiasta.

Krzysztof Gogol

Inwestycje PŻM nie zwalniają

  • Morza i Oceany
  • Kategoria: PŻM

W ostatni czwartek w chińskiej stoczni Sanfu niedaleko Szanghaju odbyła się uroczystość wodowania statku Polskiej Żeglugi Morskiej - m/s „Raba”. Wodowanie odbyło się bez przeszkód i obecnie statek jest już przeholowany na nabrzeże wyposażeniowe. Na dziś z kolei (9 września) w tej samej stoczni zaplanowana została uroczystość położenia stępki pod siostrzaną do m/s „Raby” jednostkę - m/s „San”.

Oba statki będą miały nośność 16.900 DWT, około 150 metrów długości, 23 metry szerokości i 8,5 metra zanurzenia. Wyposażone zostaną w trzy własne dźwigi i będą przewozić typowe ładunki masowe, a więc zboża, nawozy sztuczne, węgiel itd.

Cała seria masowców o nazwach rzek o nośności 16.900 dwt. ze stoczni Sanfu będzie liczyć osiem statków. Odbiór m/s „Raba” (nr. 3 z serii) zaplanowano na 15 grudnia tego roku, natomiast m/s „San” (nr. 6 z serii) zostanie oddany armatorowi 25 lutego przyszłego roku.

W innej chińskiej stoczni, która buduje statki dla Polskiej Żeglugi Morskiej - Xingang w Tianjin, trwają ostatnie przygotowania do rozpoczęcia budowy 38-tysięcznika m/s „Szczecin”. Uroczystość położenia stępki pod masowiec zaplanowano na koniec września br. Wodowanie i chrzest statku odbędzie się 18 listopada br. a odbiór przez PŻM - pod koniec stycznia przyszłego roku.

Krzysztof Gogol