TPL_GK_LANG_MOBILE_MENU
A+ A A-

P. Redmerski PŻB: Trudno sobie wyobrazić cenę ropy po 300 – 400 USD

Czytaj więcej: P. Redmerski PŻB: Trudno sobie wyobrazić cenę ropy po 300 – 400 USDMorza i Oceany: - Drogie paliwo dla statków jest nie tylko bolączką polskich armatorów, ale również dla największych tego świata. Czy nie obawiacie się Państwo dalszej tendencji wzrostu cen paliw? Do jakich konsekwencji może doprowadzić taka sytuacja? – z tymi pytaniami zwróciliśmy się do prezesów i dyrektorów największych polskich armatorów.

 

Dzisiaj na nasze pytanie odpowiada Piotr Redmerski p. o. Prezesa Polskiej Żeglugi Bałtyckiej

 - Trudno wyobrazić sobie sytuacje, kiedy cena ropy będzie po 300-400 lub więcej  USD za baryłkę, ale to  możliwe. Transport może być tak drogi, że nie będzie się opłacało produkować towarów w Azji i wozić do każdego zakątku świata. Udział kosztów transportu w koszcie wytworzenia produktu będzie tak duży, że nie będzie już ekonomiczne uzasadnione przenoszenie wielu  fabryk do Chin i Azji  a tania siła robocza nie będzie już atutem tych krajów. Może wtedy produkcja zostanie w Europie, bezrobocie spadnie w Eurolandzie. Jeśli  transport  będzie znacznie ograniczony  to i cena ropy   nie będą rosnąć z uwagi na niższy popyt. Rynek znajdzie więc cenę równowagi, ale czy to wytrzymamy ???

Piotr Redmerski Polska Żegluga Bałtycka

A. Wójcik: Musimy zmagać się z tymi problemami

Czytaj więcej: A. Wójcik: Musimy zmagać się z tymi problemamiMorza i Oceany: - Drogie paliwo dla statków jest nie tylko bolączką polskich armatorów, ale również dla największych tego świata. Czy nie obawiacie się Państwo dalszej tendencji wzrostu cen paliw? Do jakich konsekwencji może doprowadzić taka sytuacja? – z tymi pytaniami zwróciliśmy się do prezesów i dyrektorów największych polskich armatorów.

Jako pierwszy odpowiada Arkadiusz Wójcik, prezes spółki Unibaltic sp. z. o. o

 - Obecne, bardzo wysokie ceny paliw nie znajdują racjonalnego wytłumaczenia. Analitycy rynku paliwowego nie potrafią wskazać przyczyn makroekonomicznych, które powodują utrzymywanie się cen paliw na tak wysokim poziomie. Fakty są jednak takie, że wszyscy armatorzy, bez wyjątku mali czy wielcy, muszą zmagać się z tym problemem. Oczywiście nie pozostaje to bez wpływu na ich zyski, które w dobie kryzysu i tak są znacznie ograniczone z powodu mniejszej podaży ładunków. Armatorzy uprawiający żeglugę liniową mają możliwość zabezpieczenia się przed ryzykiem dalszego wzrostu cen paliw poprzez np. zawarcie stosownych umów z dostawcą bunkru, który może zagwarantować stałe ceny paliw w danym porcie. W takim przypadku armator musi jednak zadeklarować wcześniej łączną ilość paliwa, którą kupi w określonym czasie. Mogą to zrobić armatorzy uprawiający żeglugę liniową, którzy bez większego ryzyka są w stanie określić ile razy w ciągu roku zawiną do danego portu i ile paliwa będą musieli kupić. Armatorzy, których statki zatrudniane są na rynku spotowym takich deklaracji już dać nie mogą. Kryzys na rynku żeglugowym oraz wysokie ceny paliw powodują, że armatorzy nie są w stanie generować zysków i odkładać funduszy na dalsze swoje inwestycje, które są warunkiem utrzymywania się „na powierzchni” w takim biznesie jakim jest shipping.  W obecnej, bardzo trudnej sytuacji armatorzy szukają różnych innych rozwiązań, które pozwolą im przetrwać i doczekać lepszych czasów. Dlatego też coraz częściej obserwujemy na rynku żeglugowym łączenie się firm armatorskich w tzw. „poole” oraz przejęcia niektórych z nich przez inne większe, czy np. przez fundusze inwestycyjne. Dodatkowo, nowe przepisy odnośnie redukcji siarki w paliwie żeglugowym na obszarach SECA, które wejdą w życie w styczniu 2015 r. powodują że transport morski staje się coraz mniej konkurencyjny a życie armatorów coraz bardziej skomplikowane.

Arkadiusz (Arek) Wójcik

UNIBALTIC Sp. z o.o